Ekran wczytywania
Od lokalnych klubów do Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Przełomowe lata dla cheerleadingu

Jeszcze dekadę temu polski cheerleading funkcjonował w zupełnie innej rzeczywistości. Dziś rozwija programy ogólnopolskie, tworzy klasy sportowe i coraz śmielej myśli o olimpijskiej przyszłości. O drodze, która doprowadziła do tych zmian, opowiada prezes Polskiego Związku Sportowego Cheerleadingu, Leszek Cichocki. 

MK: Czy pamięta Pan moment, w którym uwierzył, że cheerleading w Polsce może wejść na zupełnie inny poziom?

LC: Tak, pamiętam go bardzo dobrze. To było około dziesięciu lat temu podczas Mistrzostw Świata w Orlando. Zobaczyłem wtedy, jak funkcjonuje światowy cheerleading i pomyślałem, że podobny model można zbudować również w Polsce. Wróciłem z przekonaniem, że mamy świetnych ludzi i ogromny potencjał, ale potrzebujemy jasnej wizji, określonych zasad działania oraz długofalowego planu rozwoju. To był moment, w którym narodziła się moja wizja przyszłości polskiego cheerleadingu.

Przez kolejne lata uczyłem się, obserwowałem środowisko i przygotowywałem plan działań. Dopiero później podjąłem decyzję o kandydowaniu na prezesa, mając już konkretną koncepcję zmian, które chciałbym wprowadzić. Wielu osobom wydawało się, że realizacja tych celów będzie niemożliwa, ale ja wierzyłem, że przy odpowiednim podejściu i konsekwencji można je osiągnąć.

MK: Często mówi Pan o wizji rozwoju cheerleadingu, którą konsekwentnie realizuje od początku swojej kadencji. Kiedy obejmował Pan funkcję prezesa, jaki był według Pana największy problem polskiego cheerleadingu?

LC: Wizja rozwoju powstawała przez wiele lat, ale konkretny plan był gotowy już w momencie mojej kandydatury. Obejmując funkcję prezesa, miałem poczucie, że cheerleading nie wykorzystuje swojego pełnego potencjału. Brakowało spójnego kierunku rozwoju i konsekwentnej pracy u podstaw – rozmów z ludźmi, promocji dyscypliny oraz budowania świadomości, że to poważny sport, który może wiele zaoferować lokalnym społecznościom.

Od początku wiedziałem, jakie działania chcę zrealizować: rozwój sportu młodzieżowego, program „Cheerleading to Sport”, podniesienie jakości zawodów, wsparcie klubów w pozyskiwaniu środków czy modernizację struktur związku. Było wiele obszarów wymagających zmian i cieszę się, że znaczną część tych planów udało się zrealizować w stosunkowo krótkim czasie.

MK: Co było dla Pana najważniejszym celem na początku kadencji? 

LC: Przede wszystkim chciałem stworzyć dzieciom i młodzieży lepsze warunki do rozwoju niż te, które sam pamiętam z czasów swojej kariery sportowej. To był mój podstawowy cel i jednocześnie największa motywacja do działania.

MK: Jednym z tematów często pojawiających się podczas Pana kadencji było podnoszenie poziomu organizacji zawodów. Co konkretnie udało się zmienić w tym obszarze?

LC: Skupialiśmy się zarówno na kwestiach organizacyjnych, jak i komforcie zawodników. Zwracaliśmy uwagę na wszystko, co wpływa na jakość wydarzenia – od odpowiedniej infrastruktury, przestrzeni do rozgrzewki i zaplecza technicznego, po komfortowe warunki dla uczestników, trenerów i kibiców.

Równie ważna była dla mnie oprawa zawodów. Chciałem, aby Mistrzostwa Polski i Puchary Polski miały rangę wydarzeń, które już od pierwszego wrażenia pokazują profesjonalizm naszej dyscypliny. Zależało mi na tym, aby zawodnicy czuli, że występują na scenie odpowiadającej ich wysiłkowi i poziomowi sportowemu.

Dlatego konsekwentnie podnosiliśmy standard organizacji, inwestowaliśmy w sprzęt oraz rozwijaliśmy zaplecze techniczne. Staram się, aby z roku na rok poziom naszych zawodów był coraz wyższy.

MK: Która z wprowadzanych zmian lub realizowanych inicjatyw okazała się najtrudniejsza do wdrożenia?

LC: Największym wyzwaniem był projekt „Cheerleading to Sport”, którego wdrożenie zajęło nam blisko dwa lata. Wymagał nie tylko przygotowania odpowiednich rozwiązań, ale również przekonania środowiska, jak istotne znaczenie ma ten program dla rozwoju dyscypliny.

Drugim projektem, który wymagał dużo czasu i pracy, było stworzenie systemu sportu młodzieżowego. Od przygotowania założeń, przez opracowanie projektu, aż po jego wdrożenie. To był długotrwały proces angażujący wiele osób.

Do ważnych zmian należała również modernizacja organizacji zawodów i wdrażanie nowych rozwiązań technologicznych wspierających pracę sędziów oraz organizatorów. Jednak to właśnie projekt „Cheerleading to Sport” oraz system sportu młodzieżowego były przedsięwzięciami, które wymagały od nas najwięcej czasu i zaangażowania.

MK: Czy przy wprowadzaniu zmian inspirował się Pan zagranicznymi rozwiązaniami?

LC: Zdecydowanie tak. Już podczas pierwszych wyjazdów na międzynarodowe zawody obserwowałem, jak funkcjonuje cheerleading w krajach bardziej rozwiniętych pod względem organizacyjnym. Szczególną uwagę zwracałem na rozwiązania techniczne, sposób organizacji wydarzeń oraz standardy pracy z zawodnikami.

Wiele inspiracji czerpałem m.in. ze Stanów Zjednoczonych, Szwecji, Finlandii czy Norwegii. Nie chodziło jednak o kopiowanie gotowych wzorców, ale o dostosowanie sprawdzonych rozwiązań do polskich realiów – zarówno organizacyjnych, jak i finansowych. Starałem się wybierać to, co najlepiej mogło wspierać rozwój cheerleadingu w Polsce.

MK: Program „Cheerleading to Sport” często pojawia się w naszych rozmowach jako jedna z ważniejszych inicjatyw tej kadencji. Skąd wziął się pomysł na ten projekt i jaki był jego główny cel?

LC: Trudno wskazać jeden cel, ponieważ od początku zależało nam na kompleksowym działaniu. Program miał jednocześnie promować cheerleading, edukować dzieci i młodzież, budować świadomość tej dyscypliny oraz wspierać jej rozwój w całej Polsce.

Istotnym elementem było również wsparcie lokalnych klubów. Staraliśmy się angażować w projekt organizacje działające w poszczególnych regionach, dając im możliwość promocji i dodatkowego rozwoju. Dzięki temu program przynosił korzyści nie tylko samemu Związkowi, ale całemu środowisku cheerleadingowemu.

Projekt ewoluował na przestrzeni lat i ostatecznie przyjął formułę, która dobrze sprawdza się w praktyce. Co ważne, stał się także fundamentem dla kolejnej inicjatywy – programu „Cheerleading w Szkole”, który umożliwia tworzenie klas sportowych o profilu cheerleadingowym. Takie klasy już funkcjonują w Polsce, a naszym celem jest dalszy rozwój tego kierunku.

MK: Program „Cheerleading w Szkole” wydaje się jedną z najbardziej perspektywicznych inicjatyw związku. Skąd pomysł na ten projekt i jaką rolę szkoły mogą odegrać w przyszłości cheerleadingu?

LC: To element długofalowej strategii rozwoju cheerleadingu w Polsce. Program powstał po to, aby wspierać tworzenie klas sportowych o profilu cheerleadingowym i budować trwałe zaplecze dla naszej dyscypliny.

Uważam, że szkoły są jednym z najważniejszych filarów rozwoju cheerleadingu, choć nie jedynym. Od początku zależało mi na stworzeniu spójnego systemu, w którym promocja, edukacja, szkolenie młodzieży, działalność klubów i projekty rozwojowe wzajemnie się uzupełniają. Wierzę, że tylko takie kompleksowe podejście pozwoli budować silne fundamenty dla cheerleadingu na kolejne lata, dlatego stale pracujemy nad inicjatywami wspierającymi rozwój całego środowiska.

MK: Programy „Cheerleading to Sport” i „Cheerleading w Szkole” są obecne w coraz większej liczbie miast. Jakie efekty tych działań można dostrzec już dziś?

LC: Najlepszym dowodem są konkretne rezultaty. W Pile po realizacji programu i nawiązaniu współpracy od września powstaje klasa sportowa o profilu cheerleadingowym. To pokazuje, że te działania przynoszą realne efekty i przekładają się na rozwój dyscypliny. Wierzę, że podobne inicjatywy będą pojawiać się również w kolejnych miastach w całej Polsce.

MK: O Pana kadencji często mówi się jako o czasie dużych zmian i nowych inicjatyw. Skąd bierze pan pomysły na kolejne projekty?

LC: Inspiracją są przede wszystkim ludzie. Rozmawiam z zawodnikami, trenerami, rodzicami, działaczami i partnerami, a później przekuwam te obserwacje w konkretne działania. Uważam, że rolą Związku jest nie tylko wspieranie sportu finansowo, ale także promowanie go, edukowanie i tworzenie nowych możliwości rozwoju.

Dlatego obok projektów sportowych rozwijamy programy edukacyjne, współprace z partnerami i inicjatywy wspierające kluby. Największą satysfakcję daje mi jednak obserwowanie, jak młodzi ludzie rozwijają się dzięki cheerleadingowi i wykorzystują tworzone przez nas możliwości.

MK: Co dla Pana oznaczało wejście do struktur Polskiego Komitetu Olimpijskiego – osobiste wyróżnienie czy przede wszystkim szansę dla środowiska cheerleadingowego? 

LC: Przede wszystkim była to szansa dla całego środowiska cheerleadingowego. Od lat działam z myślą o rozwoju naszego środowiska sportowego, dlatego moja obecność w Polskim Komitecie Olimpijskim traktuję przede wszystkim jako wzmocnienie pozycji i wiarygodności cheerleadingu. Oczywiście jest to także osobiste wyróżnienie i sygnał, że efekty wieloletniej pracy zostały dostrzeżone. Cieszę się również, że mogłem wykorzystać swoje doświadczenie przy tworzeniu Komisji Sportów Nieolimpijskich.

MK: Czy uważa Pan, że obecność przedstawiciela cheerleadingu w strukturach Polskiego Komitetu Olimpijskiego można uznać za symboliczny moment dla tej dyscypliny w Polsce?

LC: Z mojej perspektywy zdecydowanie tak. To przede wszystkim potwierdzenie wiarygodności naszych działań i pracy, którą od lat wykonuje całe środowisko. Myślę, że dzięki temu cheerleading stał się bardziej widoczny i zaczął wzbudzać większe zainteresowanie. Oczywiście jest to moja osobista ocena, ale mam poczucie, że w ostatnich latach nasza dyscyplina coraz mocniej zaznacza swoją obecność w polskim sporcie.

MK: Ma pan wiele planów na kolejne lata. Jaki powinien być następny krok w rozwoju cheerleadingu w Polsce?

LC: Nie chciałbym jeszcze zdradzać szczegółów, ale pracujemy nad nowym projektem, który będzie kolejnym etapem rozwoju po programach „Cheerleading to Sport” i „Cheerleading w Szkole”. To inicjatywa szersza i bardziej kompleksowa, łącząca sprawdzone rozwiązania z nowymi pomysłami.

Równolegle chcę mocno skoncentrować się na budowaniu wizerunku cheerleadingu oraz rozwoju naszych działań w mediach społecznościowych. To nie jest cel sam w sobie – potrzebujemy silnego partnera biznesowego i sponsora tytularnego, który zapewni stabilne wsparcie dla związku oraz kadry narodowej.

Dziś jednym z najważniejszych wyzwań jest stworzenie takich warunków, aby reprezentanci Polski mogli rozwijać się na jeszcze wyższym poziomie. Dlatego kolejne lata będą czasem wzmacniania dwóch filarów: dalszego rozwoju całego środowiska cheerleadingowego oraz jeszcze większego wsparcia dla kadry narodowej. 

MK: Wspomniał pan o planach rozwoju cheerleadingu i jego potencjalnej obecności na Igrzyskach Olimpijskich. W jakim miejscu jest dziś polski cheerleading i jakie są szanse, że zobaczymy reprezentację Polski na Igrzyskach w 2032 roku?

LC: Uważam, że te szanse są bardzo duże. Już dziś przygotowujemy kolejne projekty i działania wspierające rozwój kadry narodowej. Moim marzeniem jest stworzenie reprezentacji złożonej z najlepszych zawodników z całego kraju, nie tylko jednego klubu, która mogłaby wspólnie trenować i rywalizować o najwyższe cele na mistrzostwach świata czy igrzyskach olimpijskich.

Międzynarodowa federacja ICU działa już zgodnie z wytycznymi Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, a my na bieżąco śledzimy te procesy. Cheerleading jest obecnie wysoko oceniany jako kandydat do programu olimpijskiego. Trwają jeszcze prace nad wyborem formuły i kategorii, które mogłyby znaleźć się na igrzyskach.

Wierzę, że dzięki rozwojowi szkół sportowych, klubów oraz systemowi szkoleń będziemy w stanie wychować kolejne pokolenia zawodników gotowych do rywalizacji na najwyższym poziomie. Jestem przekonany, że na kolejnych igrzyskach po 2028 roku cheerleading ma realną szansę pojawić się przynajmniej jako dyscyplina pokazowa.

MK: Za Pana kadencji Związek rozwija nie tylko programy dla zawodników, ale także szkolenia dla trenerów i sędziów czy inicjatywy międzynarodowe, takie jak Erasmus+. Wśród wielu sukcesów były też zapewne trudniejsze momenty. Czy była jakaś decyzja, z którą mierzył się pan szczególnie długo?

LC: Najtrudniejsza nie była konkretna zmiana czy projekt, ale moment, w którym uświadomiłem sobie odpowiedzialność związaną z funkcją prezesa. Kiedy objąłem stanowisko, musiałem powiedzieć: „od teraz idziemy w tym kierunku” i wziąć odpowiedzialność za konsekwencje tych decyzji.

Wiedziałem, że mam wizję rozwoju cheerleadingu i plan jej realizacji. Najwięcej czasu zajęło mi jednak przepracowanie tego, że każda decyzja wpływa na ludzi – zawodników, trenerów, działaczy i całe środowisko. To była dla mnie największa odpowiedzialność.

Oczywiście zdarzały się też projekty wymagające dużego wysiłku organizacyjnego, jak choćby Erasmus+, którego wdrożenie było sporym wyzwaniem. Jednak najtrudniejsza była świadomość, że jako prezes wyznaczam kierunek rozwoju dyscypliny, a za tym kierunkiem podążają setki osób. To właśnie z tą odpowiedzialnością mierzyłem się najdłużej.

MK: Na zakończenie chciałabym zapytać, dlaczego uważa Pan, że cheerleading może stać się jedną z najbardziej rozpoznawalnych dyscyplin młodzieżowych w Polsce?

LC: Przede wszystkim dlatego, że widzę, jak szybko ten sport się rozwija. Wierzę w ludzi, którzy go tworzą oraz w potencjał samej dyscypliny. To właśnie połączenie ciężkiej pracy, zaangażowania środowiska i konsekwentnie realizowanej wizji pozwoliło nam dojść do miejsca, w którym jesteśmy dziś.

Cheerleading daje młodym ludziom nie tylko rozwój sportowy, ale także uczy współpracy, odpowiedzialności i budowania relacji. Jest sportem nowoczesnym, widowiskowym i bardzo dynamicznie się rozwijającym. Jestem przekonany, że wszystkie działania podejmowane w ostatnich latach będą nadal przynosić efekty, a cheerleading będzie zajmował coraz ważniejsze miejsce na sportowej mapie Polski.

 

Zakończenie tekstu

WSPÓŁPRACUJEMY Z