
Sport regionalny potrzebuje strategii. Cheerleading pokazuje, jak budować system od podstaw
Nie wystarczy sfinansować klub, zorganizować zawody czy wybudować halę, żeby można było mówić o rzeczywistym rozwoju sportu. Potrzebne są strategia, wiedza, współpraca i konsekwentna ocena efektów – przekonuje Leszek Cichocki, prezes Polskiego Związku Sportowego Cheerleadingu. Podczas Europejskiego Forum Regionalnego Sportu w Legionowie cheerleading stał się przykładem dyscypliny, na której dobrze widać zarówno możliwości, jak i bariery lokalnego systemu sportowego.
Forum o sporcie, który zaczyna się lokalnie
Europejskie Forum Regionalnego Sportu, które odbyło się 24 września 2026 roku w Arenie Legionowo, zgromadziło przedstawicieli środowiska sportowego, samorządów i instytucji związanych z rozwojem aktywności fizycznej. Organizatorzy postawili w centrum dyskusji sport rozwijany na poziomie regionalnym – jego finansowanie, infrastrukturę, współpracę samorządów z organizacjami sportowymi, rozwój młodzieży oraz rolę sportu w życiu lokalnych społeczności.
To właśnie na poziomie miasta, gminy czy powiatu najczęściej zaczyna się droga zawodnika. Tam funkcjonują pierwsze kluby, trenerzy, szkolne sale i samorządowe obiekty. Jednocześnie w tym samym miejscu spotykają się kompetencje wielu podmiotów – klubu, szkoły, związku sportowego, samorządu, administracji centralnej, a niekiedy także biznesu.
Podczas panelu poświęconego zarządzaniu lokalnym sportem Leszek Cichocki zwracał uwagę, że jednym z podstawowych problemów nie musi być wcale brak środków finansowych. Problem pojawia się wcześniej – na etapie wiedzy o tym, po co i w jaki sposób daną dyscyplinę rozwijać.
– „Dla mnie przede wszystkim problemem jest brak wiedzy na temat tego, co daje dany sport i jak może się dalej rozwijać. Podstawą jest strategia. Później musi być otwartość człowieka, który nie tylko zna się na danym sporcie, ale chce go rozwijać” – mówi Leszek Cichocki.

Strategia to za mało, jeśli instytucje ze sobą nie rozmawiają
Samo zapisanie celów w dokumencie nie tworzy jeszcze sprawnie działającego systemu. Cichocki podkreśla, że jedną z najważniejszych rzeczy jest potrzeba rzeczywistego kontaktu pomiędzy ludźmi odpowiedzialnymi za sport.
– „Musimy dany sport rozwijać, ale też spotykać się i komunikować ze sobą, a nie tylko czytać maile. To jest clou dalszego rozwoju” – podkreśla.
Ta pozornie prosta uwaga dotyka szerszego problemu. Lokalny sport funkcjonuje na styku wielu instytucji, które mają inne kompetencje, budżety i priorytety. Szkoła może udostępniać dzieciom pierwszą możliwość kontaktu z dyscypliną, klub prowadzić regularne szkolenie, samorząd zapewniać infrastrukturę i wsparcie, a związek sportowy tworzyć system rywalizacji, kształcenia trenerów czy reprezentacji. Jeżeli jednak każdy z tych elementów działa osobno, trudno zbudować ciągłą ścieżkę rozwoju.
Cichocki uważa, że potrzebna jest także struktura, która potrafiłaby spojrzeć na ten proces całościowo. W jego ocenie przy administracji odpowiedzialnej za sport powinien funkcjonować zespół ludzi znających praktyczne realia klubów i związków.
– „Powołałbym departament rozwoju sportu, który spinałby te rzeczy i zatrudniał ludzi od sportu. Nie tylko takich, którzy byli sportowcami, ale ludzi, którzy faktycznie zajmowali się jego rozwojem, mieli kontakt z placówkami sportowymi, sportowcami i klubami, wiedzą więc, na czym polegają ich problemy” – tłumaczy.
W takim modelu zadaniem nadrzędnej struktury byłoby nie tylko kontrolowanie związków, lecz również sprawdzanie realizacji ustalonych wcześniej planów i przekazywanie informacji zwrotnej.
– „Wyznaczyłbym granicę: związki sportowe są odpowiedzialne za konkretne zadania. Tak jak w Polskim Związku Sportowym Cheerleadingu ustaliliśmy plan rozwoju i działań – co należy do związku, na jakim etapie szkolimy kadrę, z jakimi instytucjami mamy się kontaktować i w jaki sposób pozyskujemy środki” – wyjaśnia Cichocki.
Związek nie może powiedzieć klubowi: „radźcie sobie”
Cheerleading sportowy jest interesującym przykładem takiego myślenia, ponieważ jego struktury w Polsce nadal są intensywnie rozwijane. Według informacji PZSC związek zrzesza około 10 tys. zawodników w ponad 80 klubach. W 2018 roku w Mistrzostwach Polski uczestniczyło około 250 zawodników, natomiast w 2026 roku było ich blisko 5,4 tys. Związek prowadzi również projekty edukacyjne, szkolenia oraz działania skierowane do dzieci, młodzieży i szkół.
Zdaniem Cichockiego rolą Związku nie powinno być jednak wyłącznie organizowanie współzawodnictwa czy prowadzenie kadry narodowej. Powinien on również pomagać w tworzeniu lokalnych struktur.
– „Klub powinien mieć wsparcie w takiej strukturze, jaką jest Związek. Jeżeli przychodzi do nas ktoś, kto chce działać w danym miejscu, to jako Związek dajemy pełną informację, w jaki sposób funkcjonować w tym sporcie – od założenia klubu, przez pozyskanie i szkolenie trenerów, po dalsze działanie” – mówi prezes PZSC.

I dodaje:
– „Od tego jest taka instytucja, żeby od zera pomóc stworzyć całą strukturę. Nie powiedzieć: „radźcie sobie”, bo nie na tym to polega”.
W praktyce – jak tłumaczy – potrzeby osoby rozpoczynającej działalność mogą być bardzo różne. Jeden klub będzie funkcjonował jako stowarzyszenie, ktoś inny wybierze działalność prowadzoną w innej formule. Do tego dochodzą przepisy, szkolenia, obiekty i organizacja codziennej pracy.
– „Za bardzo zagmatwana jest dziś cała logistyka administracji, żeby młoda osoba mogła sama sobie z tym poradzić. My przez wiele lat musieliśmy zgłębiać tę wiedzę, a teraz chcę się nią dzielić. Uważam, że obowiązkiem każdego Związku powinno być pomaganie takim inicjatywom” – zaznacza Cichocki.
To spojrzenie dobrze wpisuje się w jeden z głównych tematów Forum – profesjonalizację lokalnych klubów i potrzebę budowania wokół nich trwałego zaplecza, a nie tylko finansowania pojedynczych działań. Oficjalny program wydarzenia wskazywał m.in. na rozwój sekcji młodzieżowych, współpracę z biznesem, finansowanie i budowanie społeczności wokół klubów jako jedne z kluczowych zagadnień sportu regionalnego.
Samorządy chętniej wybierają to, co już znają
Dla nowych i rozwijających się dyscyplin szczególnie istotna jest postawa lokalnych władz. To od samorządów zależy m.in. dostęp do części infrastruktury, konkursów dotacyjnych i lokalnych programów sportowych.
Czy samorządy są otwarte na sporty, które nie mają jeszcze takiej tradycji i rozpoznawalności jak najpopularniejsze dyscypliny? Cichocki odpowiada ostrożnie.
– „Nie powiedziałbym, że jest to niechęć. Myślę jednak, że bezpieczniej jest pozostać w strefie komfortu i dofinansować albo nawiązać współpracę ze sportem, który już jest pewny, niż angażować się w coś nowego” – zauważa.
Jednocześnie wskazuje, że tam, gdzie samorząd zdecydował się zaufać nowej dyscyplinie, współpraca może przynieść wymierne rezultaty.
– „Mamy włodarzy miast i samorządy, które w to uwierzyły. I jesteśmy na tendencji wznoszącej. Jeżeli włodarz danego miasta uwierzy w to, co proponujemy, to w jego mieście ten sport również się rozwija” – mówi.
Jako jeden z mierników rozwoju środowiska podaje szkolenie nowych kadr.
– „Liczby mówią same za siebie. Jeżeli w tym roku mieliśmy 96 nowych trenerów na poziomie Basic, to skądś się to wzięło. To nie wzięło się z podejścia: „proszę sobie doczytać, proszę sobie sprawdzić”, tylko z aktywnych działań Polskiego Związku Sportowego Cheerleadingu” – podkreśla.
I właśnie większej aktywności w poznawaniu nowych dyscyplin oczekiwałby od samorządów.
– „Bezpiecznie jest wspierać sporty pewne i znane. Tylko musimy pamiętać o jednym: sport, który dziś jest niszowy albo nieolimpijski, za chwilę może być olimpijski i cały świat może się zmienić. Nie stygmatyzujmy, tylko starajmy się każdemu dać Równe Szanse”– apeluje.
Sport dostępny także poza dużymi miastami
Jednym z tematów obecnych w dyskusji o sporcie regionalnym jest równość dostępu. Miejsce zamieszkania nadal może wpływać na to, jakie dyscypliny dziecko ma możliwość uprawiać. Nie wszędzie znajduje się specjalistyczna infrastruktura, a dostępność trenerów jest bardzo zróżnicowana.
Cichocki uważa, że cheerleading ma pod tym względem istotny atut.
– „W cheerleadingu jest o tyle łatwiej, że mamy strukturę stosunkowo mało inwazyjną, jeśli chodzi o rozpoczęcie uprawiania tego sportu. Jeżeli mamy salę, przestrzeń i dobrze wyszkolonego trenera, który może w bezpiecznych warunkach rozpocząć pracę, jesteśmy w stanie zacząć” – tłumaczy.
Dlatego, jak podkreśla, cheerleading może pojawiać się nie tylko w największych ośrodkach.
– „Możemy zaczynać w miastach, miasteczkach i na wsiach. Wszędzie cheerleading może zaistnieć i to jest nasza wielka siła” – mówi Cichocki.
Znaczenie ma również charakter samej dyscypliny.
– „Mamy wielowątkowość – taniec, akrobatykę, gimnastykę. To daje nam możliwość zainteresowania dzieci tą dyscypliną” – dodaje.
Od pierwszych zajęć do mistrzostw świata
Samo zainteresowanie dziecka sportem nie wystarczy jednak do stworzenia systemu. Potrzebna jest możliwość przechodzenia na kolejne poziomy szkolenia.
PZSC próbuje budować tę drogę również poprzez projekty edukacyjne. Program „Cheerleading to Sport” dotarł według związku do 11 miast i ponad 8 tys. uczestników. Jego rozwinięciem jest „Cheerleading w Szkole”, którego celem jest tworzenie klas sportowych o tym profilu i budowanie ścieżki od szkoły przez klub aż do reprezentacji Polski. Związek informuje, że takie klasy funkcjonują już w kilku miastach.
W 2026 roku PZSC otrzymał również dofinansowanie Ministerstwa Sportu i Turystyki m.in. na projekt „Cheerleading to Sport 2026”, obejmujący wydarzenia w kilku miejscowościach w kraju, oraz na przygotowanie zawodników do międzynarodowego współzawodnictwa.
Cichocki przekonuje, że dziś w dyscyplinie istnieją już kolejne szczeble rozwoju.
– „Mamy całą strukturę kariery. Możemy zacząć w przedszkolu, później przejść do szkoły, szkoły sportowej, dalej się edukować. Jest możliwość startów w Grand Prix, Pucharach Polski, Mistrzostwach Polski, a później wyjazdu na Mistrzostwa Świata – wylicza.
To istotna perspektywa również w kontekście regionalnego sportu. Zajęcia w niewielkim mieście nie muszą być zamkniętą aktywnością rekreacyjną. Przy odpowiedniej strukturze mogą stać się początkiem wieloletniej drogi zawodnika.
„Podstawą są ludzie”
W wypowiedziach prezesa PZSC powraca jednak jeszcze jeden motyw. Nawet najlepiej zaprojektowany system, infrastruktura i finansowanie nie wystarczą bez ludzi, którzy potrafią z nich korzystać.
– „Podstawą wszystkiego są ludzie. To młodzi trenerzy, którzy bazują na doświadczeniu trenerów działających od lat” – zaznacza Cichocki.
Według Cichockiego inwestowanie w kompetencje nie powinno dotyczyć wyłącznie trenerów. Potrzebują go również osoby pracujące w administracji lokalnej.
Zapytany, jaka jedna zmiana w relacji między związkiem sportowym, klubem i samorządem mogłaby najbardziej pomóc regionalnemu sportowi, odpowiada:
– „Wykształcenie samorządów i osób tam pracujących. Dokształcenie, poinformowanie, pokazanie spektrum działań wszystkich sportów tak, aby każdy miał Równe Szanse”.
Dotacja nie może kończyć się na fakturze
Najbardziej praktyczna część diagnozy Cichockiego dotyczy jednak pieniędzy. Jego zdaniem błędem byłoby mierzenie zaangażowania w sport wyłącznie ogólną kwotą rozdysponowanych środków.
– „Co z tego, że obdarzymy tysiąc klubów i każdy dostanie po pięć tysięcy złotych? Formalnie wygląda to na wielką kwotę, ale może nie wnieść nic w rozwój sportu, bo te pieniądze są po prostu zbyt małe, żeby klub wykonał kolejny krok” – argumentuje.
Według niego znacznie ważniejsza powinna być odpowiedź na pytanie, jaki efekt przyniosło finansowanie.
Posługuje się bardzo konkretnym przykładem maty do cheerleadingu.
– „Jeżeli dostaję sto tysięcy na matę do cheerleadingu i wykorzystuję te pieniądze na jej zakup, to później powinienem pokazać, gdzie ta mata była wykorzystywana i co dzięki temu finansowaniu osiągnęliśmy. Dlaczego była potrzebna? Co później dzieje się z tym sprzętem? Czy faktycznie korzystają z niego zawodnicy? Czy dzięki niemu zostały wykonane kolejne kroki? Czy nowe dzieci mogły zacząć trenować?” – wylicza.

Idzie jeszcze dalej. Mata może służyć nie jednemu miejscu, lecz kilku lokalnym środowiskom.
– „Czy mata została podzielona na osiem pasków i każdy z nich pracuje w ośmiu miejscach? To jest, moim zdaniem, klucz” – dodaje.
To przykład, który dobrze pokazuje różnicę między księgowym a rozwojowym spojrzeniem na finansowanie sportu. W pierwszym przypadku najważniejsze jest, czy środki zostały prawidłowo wydane. W drugim – również to, co dzięki nim pozostało w lokalnym środowisku.
Za pięć lat trzeba będzie zapytać: co naprawdę się zmieniło?
Forum może inicjować rozmowę, zestawiać różne doświadczenia i pomagać środowiskom sportowym nawiązywać kontakty. O jego znaczeniu w dłuższej perspektywie zdecyduje jednak nie liczba wystąpień czy paneli, lecz to, czy przyniosą one zmianę w praktyce.
Cichocki wskazuje, że sport powinien być obserwowany jako proces, a nie seria zamkniętych projektów.
– „Potrzebna jest wiedza na temat tego, co się dzieje. Nie tylko końcowa informacja, że zorganizowano daną imprezę, ale pełne spektrum: w jaki sposób się odbyła i kto był w nią zaangażowany” – mówi.
Jego zdaniem po kilku latach powinno być możliwe prześledzenie drogi konkretnej dyscypliny: gdzie zaczynała, do jakich miejsc dotarła, ilu ludzi zaangażowała i na jakim etapie znajduje się obecnie.
– „Po pięciu latach bardzo łatwo będzie sprawdzić, czy ktoś coś w tym sporcie zrobił, czy nie. Tak naprawdę widać to już po roku, ale przyjmijmy te pięć lat. Klucz jest taki: działamy, a nie tylko mówimy” – podsumowuje.
Lokalny sport potrzebuje systemu, nie pojedynczych działań
Cheerleading nie jest uniwersalnym modelem, który można bezpośrednio przenieść na każdą dyscyplinę. Jego rozwój pokazuje jednak coś, co wykracza daleko poza jeden związek sportowy: nawet dynamicznie rosnąca dyscyplina potrzebuje lokalnych klubów, przygotowanych trenerów, dostępnej infrastruktury, otwartości szkół i samorządów oraz instytucji, która potrafi połączyć te elementy w długofalowy plan.
I właśnie w tym punkcie doświadczenia PZSC spotykają się z ideą Europejskiego Forum Regionalnego Sportu. Regionalnego sportu nie tworzy jedna dotacja, jeden turniej ani jeden obiekt. Tworzy go możliwość wykonania kolejnego kroku – przez zawodnika, trenera, klub i całą lokalną społeczność.
Dlatego najważniejsze pytanie po Forum może brzmieć nie: ile pieniędzy przeznaczyliśmy na sport?, lecz: co dzięki nim zmieniło się po roku, trzech i pięciu latach?
Jeżeli odpowiedzią będą nowe kluby, przygotowani trenerzy, dzieci mające dostęp do dyscyplin również poza największymi miastami i realna droga od pierwszego treningu do sportu wyczynowego, wówczas będzie można mówić nie tylko o finansowaniu sportu regionalnego, ale o jego rzeczywistym rozwoju.
Autorka tekstu: Marlena Krzos
